Paliwo powyżej 8 zł: 
realne zagrożenie czy zamierzony efekt?
4 marca 2026·Maciej Przygórzewski

Paliwo powyżej 8 zł: realne zagrożenie czy zamierzony efekt?

InternetowyKantor.pl

Już przy przygotowaniach do amerykańsko-izraelskiego ataku na Iran doszło do wzrostu cen ropy naftowej. Pytanie jednak jak bardzo powinno to wpływać na nasze życie. Czy powinniśmy bać się drożyzny? Kto jeszcze nas uczciwie informuje, a kto chce coś zyskać na budowaniu paniki? A co najważniejsze czy jechać od razu na stację paliw i jakich cen się spodziewać? Nie będziemy tutaj wchodzić w detale militarne i geopolityczne konfliktu, skupimy się natomiast na konsekwencjach ekonomicznych.

Zacznijmy od podstaw. Konflikty na Bliskim Wschodzie powodują szybkie zmiany cen ropy, ponieważ niemal ⅓ światowej produkcji pochodzi z państw leżących nad Zatoką Perską. Wyjściem z tej zatoki jest Cieśnina Ormuz, którą realnie jest w stanie kontrolować Iran. Drogą morską przez Ormuz eksportowane jest około ¾ surowca produkowanego w tym regionie. Powoduje to, że Iran ma możliwość zablokowania około ¼ światowej produkcji ropy naftowej. Tak duże zaburzenie dostaw ropy musi powodować szybkie wzrosty cen.

Baryłka ropy przebiła 80 dolarów, ale ile realnie podrożała ropa naftowa? Jak ktoś chce wywołać panikę wskaże, że to ponad 30% więcej niż na początku roku, a mamy dopiero początek marca. W tym tempie do końca roku nie będzie nas stać na jazdę samochodem. Ta liczba jest prawdziwa, ma jednak istotną wadę. Nieprzypadkowo podawana jest zmiana od początku roku, a nie w ciągu roku. W ciągu 12 miesięcy jest to bowiem na moment pisania tego tekstu kilkanaście procent. Od początku roku w ciągu dwóch miesięcy ponad 30%. Nie znaczy to oczywiście, że ceny ropy są stabilne, bo niemal połowa z tych 30% i właściwie cały wzrost roczny to ostatnie dwa dni. Skala zmian jest zatem, jak przystało na konflikty na Bliskim Wschodzie bardzo znacząca. Nie znaczy to oczywiście, że to szalone tempo (o ile nie dojdzie do eskalacji konfliktu) zostanie utrzymane.

Musimy pamiętać o jeszcze jednej ważnej kwestii. Ceny ropy podawane są w dolarach. Oznacza to, że umocnienie się dolara również podnosi ceny surowca. Dolar jeszcze 4 dni temu był na poziomach mniej więcej z początku roku. Teraz przez wzrost napięć i ucieczkę kapitału w bezpieczne miejsca poszedł w górę o około 2,5%. Zmianę tę trzeba oczywiście dodać do wzrostu cen ropy.

No dobrze, weźmy łącznie nawet 30%, ale co to realnie oznacza dla nas? By to lepiej zrozumieć podzielmy sobie cenę paliwa na trzy części: podatki, surowiec i pozostałe. Dla kalkulacji weźmy cenę litra paliwa na poziomie 6,50 zł, czyli trochę powyżej poniedziałkowej średniej dla E98, która jest obecnie droższa od diesla. Musimy się oprzeć na jakiejś cenie, gdyż VAT będący ważnym elementem ceny jest naliczany od wartości. W takiej sytuacji benzyna składa się z 3,00 zł podatków, w tym 1,21 zł VAT, który jest jedynym podatkiem, który będzie rósł gdy cena paliwa będzie wzrastać. 1,79 zł to suma akcyzy opłaty paliwowej i opłaty emisyjnej i jest stała niezależnie czy baryłka ropy wynosi 0 czy 100 dolarów. Koszt samej ropy to do 2,20 zł. Reszta to koszty przerobu, marże, logistyka i biokomponenty. Najistotniejsza jest tutaj marża rafinerii. W rezultacie surowiec z przypadającym na niego podatkiem VAT kosztuje przy tym poziomie cen trochę ponad 40% ceny paliwa. Liczymy z VAT, gdyż wraz ze zmianą cen surowca ten parametr również się będzie zmieniał. Nasza cena paliwa z VAT to zatem 2,7 zł po usunięciu innych podatków i marż, które jednak w większości nie powinny się zmieniać. Część z nich jednak się zmieni, szczególnie marż.

Co by się zatem stało gdyby cena baryłki ropy wyskoczyła z 80 dolarów do 100 dolarów przy zachowaniu podobnego kursu dolara? Mówimy o 25% procentowym wzroście cen. W rezultacie w tym dość ekstremalnym na teraz scenariuszu mówimy o wzroście kosztu paliwa w cenie benzyny o 67 groszy. Jest to ponad dwukrotnie większy w dolarach wzrost cen ropy niż od początku ataków do wtorku, kiedy pisany jest ten tekst. Nawet jednak wtedy cena litra paliwa ledwo przekroczy 7 zł. 

Czy paliwo może być zatem droższe? Oczywiście, że tak. Wystarczy, że uda się zbudować w kraju panikę. Wbrew pozorom jest kilka grup ludzi zainteresowanych takim scenariuszem. Sama branża widząc co się dzieje chętnie podniesie marże i zarobi więcej, tym samym dokładając się trochę do podnoszenia paniki. Mamy taki zwyczaj w kraju, że opozycja nie zawsze współpracuje z rządem. Już teraz widzimy działania mające nas nastraszyć i spowodować, że rzucimy się na stacje, które będą mogły podnieść marże. Nie bez znaczenia są też zewnętrzne siły, które są cały czas zainteresowane destabilizacją w Polsce byśmy się zajęli chaosem wewnątrz, a nie wspieraniem Ukrainy.

Ciężko powiedzieć jak bardzo skuteczne będą te działania. Trzeba jednak pamiętać, że nawet jeśli, to po kilku dniach niektórym stacjom prawdopodobnie puszczą nerwy i zacznie się znów walka o klienta. Kluczowe zatem będą najbliższe dni. Jeżeli damy się zwariować ceny wystrzelą. Wtedy możemy oglądać 7 zł na litrze bez wzrostów cen ropy nawet na tych “tańszych” stacjach benzynowych. Jeżeli do paniki nie dojdzie to dotychczasowe wzrosty ropy powinny odpowiadać za 25-30 groszy wzrostu. Dla średniej wielkości baku, zatankowanego do pełna to 12,5-15 zł. Wiadomo, boli, ale z pewnością nie jest to koniec świata ani bankructwo Polaków.

W tym miejscu warto dodać jeszcze jedną uspokajającą wiadomość. Orlen podał w komunikacie, że nie sprowadza ropy z cieśniny Ormuz. Problemy z dostawami nie powinny nas zatem dotyczyć. 

Maciej Przygórzewski, główny dealer walutowy InternetowyKantor.pl

 

Przedstawione, w dystrybuowanych przez serwis raportach, poglądy, oceny i wnioski są wyrazem osobistych poglądów autorów i nie mają charakteru rekomendacji autora lub serwisu InternetowyKantor.pl do nabycia lub zbycia albo powstrzymania się od dokonania transakcji w odniesieniu do jakichkolwiek walut lub papierów wartościowych. Poglądy te jak i inne treści raportów nie stanowią „rekomendacji” lub „doradztwa” w rozumieniu ustawy z dnia 29 lipca 2005 o obrocie instrumentami finansowymi. Wyłączną odpowiedzialność za decyzje inwestycyjne, podjęte lub zaniechane na podstawie komentarza, raportu lub z wykorzystaniem wniosków w nim zawartych, ponosi inwestor.

O autorze:

Maciej Przygórzewski - główny dealer walutowy serwisu InternetowyKantor.pl. Manager, analityk i ekonomista. Od ponad 13 lat związany z branżą kantorów internetowych.

Rozpoczynał pracę od działu dealerskiego. Następnie był głównym analitykiem firmy, by w końcu zostać szefem dealerów walutowych, a finalnie objąć stanowisko COO. Od wielu lat bierze czynny udział w najważniejszych projektach spółki Currency One. Reprezentuje markę InternetowyKantor.pl w mediach, głównie jako ekspert walutowy, ale również komentator życia ekonomicznego kraju. Jest absolwentem Cybernetyki Ekonomicznej na Uniwersytecie Ekonomicznym w Poznaniu oraz studiów EMBA na tej samej uczelni. Poza pracą entuzjasta gier planszowych, modelarstwa i żeglarstwa.